Interesujący ludzie

przeczuciem, że ktoś go wrabia.
- Więc Cameron Montgomery - podjęła - ojciec Caitlyn i dziedzic fortuny zbitej na
kłęby mgły.
Oczy porywaczki pociemniały.
– Ani nikt inny, ale zrozumiesz. Kiedy chwytasz trop, nie odpuszczasz.
tylko chodziła. Przez pewien czas byli, zdaje się, zaręczeni...
Godzinami przesłuchiwali krewnych i znajomych ofiar. Narzeczonych, przyjaciółki,
najmodniejszą fryzurę. Ale oczywiście nie chce na nikim zrobić wrażenia wyglądem. Nie, jest
Poczuła dreszcze na ramionach. Serce zabiło jej szybciej.
Już miał zrezygnować, gdy usłyszał kroki. Szybkie, lekkie kroki na schodach. Po chwili zobaczył ją przez podłużne okienko przy drzwiach. Piękna twarz i wspaniała sylwetka. Intrygujące piwne oczy napotkały jego wzrok, ale zamiast strachu zobaczył zawziętość, wściekłość i determinację. Wysunęła wyzywająco brodę, zacisnęła usta. Otworzyła szybko drzwi, ale całym ciałem zastawiła wejście do domu. Rzeczywiście wyglądała groźnie, a przynajmniej starała się tak wyglądać. Czyżby przeszła trening asertywności i wzięła kilka lekcji wschodnich sztuk walki? - To pan - wycedziła i nawet posłała mu uśmiech, który jednak nie rozjaśnił jej zimnych oczu. - Pani Bandeaux? - W czym mogę panu pomóc? - Mam jeszcze kilka pytań. Nie poruszyła się. Mokre włosy miała upięte do góry, na twarzy widać było resztki makijażu. Buńczuczna poza zupełnie do niej nie pasowała. - Do mnie? - Tak. Ani drgnęła. - Obawiam się, że musi pan zaczekać. Nie odpowiem na żadne pytania, jeśli nie będzie przy tym mojego prawnika. A jego tutaj nie ma. Cwana suka. - To dotyczy tylko pani billingów telefonicznych. Uśmiechnęła się. - Nie zrozumiał mnie pan? Poradzono mi nie rozmawiać z panem bez adwokata. Więc nie sądzę, żebyśmy mieli sobie coś dzisiaj do powiedzenia. - Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Przez okienko zobaczył, jak znika w głębi domu. Co jest, do diabła? Znów nacisnął dzwonek i czekał. Pies wpadł w szał. Nikt nie otwierał. Niech to diabli! Czuł się jak pajac. - No, otwórz - szeptał. - Wiem, że tam jesteś. - Spojrzał na zegarek. W co ona z nim gra? Jeszcze raz nacisnął mocno dzwonek. I czekał. Znów spojrzał na zegarek. Upłynęły trzy minuty, pięć. - Najświętsza Panienko! - Gdyby tylko miał ten pieprzony nakaz, wyważyłby drzwi. Pies robił taki raban, że zmarłego by obudził. Jezu! Znów nacisnął dzwonek. Nagle pojawiła się i otworzyła drzwi. Wygląda inaczej, i to nie tylko dlatego, że się przebrała i rozpuściła mokre włosy. Patrzyła zdziwiona, jakby zapomniała, że zostawiła go na ganku. Dżinsy, bluzę i wrogie nastawienie zamieniła na miękką, białą podomkę przewiązaną ciasno w talii. Reed zauważył zagłębienie między jej piersiami, odwrócił wzrok, a potem spojrzał jej w oczy. - Ach, to pan. - Najwyraźniej była zmieszana. Mokre pasma włosów założyła za uszy. Nie siliła się na uśmiech i wyglądała, jakby miała ochotę przespać następne sto lat. - Przepraszam... Nie słyszałam dzwonka. Brałam prysznic... wcześniej złapał mnie deszcz i... - Pani pies szczekał jak oszalały. - Często tak szczeka. Woda leciała. Byłam na górze i... - Przerwała, jakby zdała sobie sprawę, że mówi bez sensu. - Czy mogę panu w czymś pomóc.
Trinidad otwierał drzwiczki wozu.
postarzono, by wyglądały jak pokryte patyną i warstwą tytoniowych oparów. Ella Fitzgerald
– Odeślij go do naszego rzecznika prasowego – poradził.
– Niektórych szczegółów nigdy nie zdradziliśmy prasie ani opinii publicznej: czerwona

mi wystarczy. Ile dożywotnich wyroków może odsiedzieć człowiek?

dietetycznej pepsi.
– Wytrzymaj – powtarzała sobie, nie wiedząc, czy mówi do siebie, czy do dziecka.
– A jak myślisz?

Jakby się wahała.

Gigantyczne łapska chwyciły wojowniczkę za ręce. Jedna potężna garść złapała oba
– Krzyż to nie krzyż, tylko całkiem przeciwnie. Krrr po szkle, ściany trrr, sufit szszsz i nie
w pawilonie założono skomplikowany system wentylacji. Po drugie, od rana do wieczora to

Od autorki

Matwiej Bencjonowicz kroczył po żółtej ceglanej drodze, wijącej się między płaskimi
odebrać i wam przekazać?
– Bo mi się nudziło. W porządku? Bo w tej zasranej dziurze nie ma nic do roboty i